Znowu o pedałach

31. 01. 2010 2 komentarzy

Zwykle takie rzeczy to można znaleźć na “Spoza środowiska” ale, że przydarzyło się to mi – osobiście, więc postanowiłem się podzielić przeżyciami. W krótkim czasie odbyłem kilka podobnych dialogów wiec z każdym kolejnym poziom frustracji wzrasta.

Otóż zaczepia mnie koleś.

1. xxxx 28. Jan. 2010 – 18:34
:))
2. Asakura 29. Jan. 2010 – 06:18
;]

Zaglądam na profil a tam w sumie można znaleźć tyle że: “top only” oraz:

spacery, dobry film, teatr-, podróże ciekawego, na poziomie, szczupłego i miłego z wykształceniem

No ale ok. Koleś się nie poddał i pisze dalej

3. xxxx 29. Jan. 2010 – 10:52
witam milo :)
4. Asakura 31. Jan. 2010 – 16:28
ja również, co się do mnie sprowadza?

I tu absurd numer jeden. Jak to ON wita MNIE? Witać może osoba która już się znajduje gdzieś i pozdrawia w ten sposób osobę przychodzącą, ergo to ja jestem ten stary który może powitać nowego. Nie na odwrót.

Bonus: A polskie litery to co, pies zjadł?!

Ale idźmy dalej

5. xxxx 31. Jan. 2010 – 16:31
ciekawy profil
6. Asakura 31. Jan. 2010 – 18:57
niestety nie mogę odwdzięczyć się komplementem… nic nie napisałeś o sobie

No to zawsze miło jak ktoś połachocze moją próżność… niestety odpisanie “wzajemnie” mijałoby się z prawdą. Ale dostaję następną odpowiedź:

7. xxxx 31. Jan. 2010 – 21:17
pytaj, chetnie odpowiem :)

Wot gwiazdka niedojebana… wkurwiłem się… posłużyłem się tekstem Kallipygosa:

8. Asakura 31. Jan. 2010 – 22:01
cóż nie wiem czy chce pytać ;p

szczerze to profili takich super nijakich jak twój jest 100000…. pomyśl co miało by sprawić że sam do siebie byś chciał napisać?

No i skutek oczekiwany osiągnąłem

9. xxxx 31. Jan. 2010 – 22:04
ok, przepraszam ze zaczepialem

Dama się obraziła. Co motywuje ludzi to bycia takimi dziwnymi? No dobra ja jestem cham, burak i prostak… ale jak kogoś zaczepiam to przynajmniej daję mu szanse ocenić z kim ma do czynienia…

Oczywiście zmieniłem pseudonim mojego rozmówcy…

Kategorie:庶事 Varia

I źle było jak było ciepło?

17. 01. 2010 Dodaj komentarz

Kategorie:庶事 Varia

Vollidiot

14. 01. 2010 Dodaj komentarz

Wspominałem już o niemieckim wynalazku znanym jako Männerromane czyli powieści dla mężczyzn. Vollidiot jest jedną z takich – do tego jedną z bardziej znanych i popularnych na tyle aby ją sfilmować! Niestety będąc w Niemczech kupiłem jednocześnie książkę i film. Trzeba było poprzestać na książce. Książka jest świetna, czyta się znakomicie jednak film to pomyłka. Byłby z tego niezły serial ale nie film. Istotą tej powieści są szczegóły i rozważania nad życiem prowadzone przez głównego bohatera których nie dało się upchnąć w 1,5h.

Nasz główny bohater, Simon, jest kawalerem. Właśnie zostawiła go dziewczyna. Jest lekko ciapowaty. Pracuje w punkcie sprzedaży telefonów. Pewnego dnia zakochuje się w dziewczynie ze Starbucksa. Oczywiście sperma rzuca mu się na mózg, który i bez tego funkcjonuje niezbyt sprawnie. Krok po kroku Simon popada w coraz większe tarapaty.

Niestety prawdopodobieństwo, że doczekamy się polskiego wydania jest bliskie zera.

A oto krótki cytat z pierwszego rozdziału, całość do przeczytania na stronie autora.

Singlephase zwei:
Du findest das Leben sensationell und voller Möglichkeiten.
Du warst schon zwei Mal in deinem neuen Fitnessclub
und bist im Aerobic-Kurs kurz davor, den Basic
Step zu erlernen. (…)

Singlephase drei:
Du HAST nach deiner Ex Erfolg. Man hat sie zusammen
gesehen, und angeblich ist er sehr muskulös. Du kämpfst immer noch mit dem Basic Step und wünschst dir, dass mal ein paar scharfe Frauen in den Kurs kämen. Tun sie aber nicht. In deinem Übereifer hast du nämlich übersehen, dass du einen Zweijahresvertrag im beliebtesten Gay-Fitnessclub der Stadt unterzeichnet hast. (…)

Singlephase fünf:
Du gehst wieder recht gerne in deinen Schwulenfitnessclub.

Pamiętając poprzednia uwagę o tym, że wielu nie zna niemieckiego będzie i tłumaczenie w mioim wykonaniu.

Bycia singlem faza druga:
Życie jest wspaniałe i pełne nowych możliwości. Byłeś już dwa razy na aerobiku w twojej nowej siłowni (do której zapisałeś się na etapie 1) i opanowujesz podstawy. (…)
Faza trzecia:
Nienawidzisz swojej eks bo miała powodzenie. Do tego jej nowy facet jest podobno muskularny. Ty wciąż nie radzisz sobie z opanowaniem kroku podstawowego i masz nadzieję, że w końcu pojawią się jakieś fajne laski na zajęciach. Ale się nie pojawiają. Odkrywasz, że w swoim obłędzie podpisałeś dwuletnia umowę w gejowskiej siłowni! (…)
Faza piąta:
Zaczynasz chętnie chodzić do swojej gejowskiej siłowni.

Motyw siłowni przewija się przez całe opowiadanie i jest na prawdę bardzo humorystyczny, niestety w filmie strasznie zaniedbany. Aż dziwne – bo autorem scenariusza był również Tommy Jaud.

Anyway, jeśli książka się pokaże u nas – polecam :D Znającym niemiecki oraz mnie książkę mogę wypożyczyć jak tylko Trekker przez nią przebrnie.

Kategorie:本 Książki

Rozstanie po latach

12. 01. 2010 4 komentarzy

Znajomość miała swój początek, około listopada, nieco ponad 12 lat temu czyli była to najdłuższym związkiem jaki udało mi się w życiu utworzyć. Niestety wszytko co dobre kiedyś się kończy.

Nasza znajomość zaczęła się na nieistniejącym już dziś bazarze pod PEKiNem (tak w okolicach zegara słonecznego). Była to moja pierwsza taka znajomość więc podchodziłem do niej z pewną nieśmiałością. Zdecydowałem się jednak ją zawrzeć i jak się okazało decyzja maiła długofalowe skutki.

Dziś spędziliśmy ostatni dzień razem. Zrywamy znajomość da dobre.

Dziś również zwarłem nową znajomość – ciekawe, bo niemal w tym samym miejscu ale po drugiej stronie ulicy. Ot przypadek.

Caliga mortua est, habemus novam Caligam!

Pamięci glanów moich zimowych

poświęcam

Kategorie:庶事 Varia

American Gods

12. 01. 2010 2 komentarzy

W tym tygodniu – książki.

Po raz kolejny Neil Gaiman. Poprzednio zachwalałem Graveyard Book. Tym razem nie będę zachwalać. Kupiłem tę książkę ponieważ była jedną z nielicznych, które były na półce “Literatura w języku niemieckim”, nadającą się do przeczytania. I to był chyba błąd. Mój niemiecki nie jest jeszcze tak dobry aby ogarnąć tak złożoną historię.

Wszystkie historie autorstwa Gaimana są skomplikowane ale ta przebija niemal wszystko co do tej pory przeczytałem. Do kupienia akurat tej książki zachęciła mnie recenzja z New York Times: Mit American Gods dringt Neil Gaiman in die Dimension von Stephen King vor, czyli w wolnym i nieudolnym tłumaczeniu N.G. wciąga wciąga nas do wymiaru Kinga. King jest dobry jak się do niego przyzwyczaić.

Historia okazała się być, jak wspomniałem, skomplikowana, ale to akurat nie wada, jednakże była też przekombinowana, przefilozofowana. Ciężko się to czytało a fakt że było po niemiecku jeszcze utrudniał.

Jeśli koniecznie musicie – przeczytajcie. Jednak jeśli zastanawiacie się czy warto… nie koniecznie.

Kategorie:本 Książki

Avatar po raz wtóry

09. 01. 2010 1 comment

Tym razem byłem w IMAXie (co może ważne – w Warszawie)

Mogę stwierdzić – że  jest różnica. Niestety nie do końca jestem przekonany co do wyższości technologii IMAX nad D3D lub na odwrót.

Jeśli chodzi o dostrzegalne różnice to – w IMAX obraz jest większy co wpływa wyraźnie na skuteczność scen w których buja się horyzont. Obraz jest mniej ostry niż w D3D, krawędzie bardziej rozmyte i dostrzegalne są drobne wady obrazu (zła synchronizacja lewego i prawego oka powoduje “rozdwojenie”  krawędzi przedmiotów).

Ponieważ oglądałem po raz drugi, mogłem się skupić na szczegółach. Dostrzegłem na przykład, że Na’vi nie mieli przyrodzenia, podobnie zwierzęta były pozbawione cech płciowych (no ziemskie konie maja super na wierzchu wszystko – można by się spodziewać, że pandoriańskie też będą miały). Doszedłem też do wniosku, że OK, latające góry – dam radę – ale skąd się na nich bierze woda, która na dodatek z nich ciągle spływa?! (wcale nie z deszczu – za dużo).

Uwagę zwraca również fakt, że Jake przedstawia się: Jake Sully (Dzejk Sali) jednakże kapłanka od razu wie jak się to pisze i wymawia Jakesully (Żejksully) WTF?

Na koniec:

Co łączy Avarata i Pocahontas

Kategorie:映画 Filmy

Chrisopher Moore

09. 01. 2010 Dodaj komentarz

A Dirty Job

Lamb, the Gospel of Biff, Christ's Childhood Pal

Lamb, the Gospel of Biff, Christ's Childhood Pal

Jest to dzieło wielce niebezpieczne. Czyta się świetnie. Wcześniej miałem okazję czytać Baranka, którego to dostałem od Gidji w zeszłym roku na gwiazdkę.

Autorem tejże powieści jest Christopher Moore. Zdążył on już popełnić kilka książek i z tego co się orientuje większość jest dobra. Jestem w posiadaniu jeszcze jednej i aż się boję ją czytać. Przez Brudną robotę jak i przez Baranka mocno się nie wyspałem. Głównie dlatego, że zarywałem noce. Jak się zacznie czytać to ciężko przestać.

Baranek opowiada przezabawną wersję wydarzeń, które dziwnym trafem pominięto w biblii czyli okres dorastania Jezusa. Jest pełen nawiązań nie tylko do mistycyzmu chrześcijańskiego ale również do pozostałych religii.

Brudna robota to opowieść o gościu który zostaje śmiercią (a przynajmniej tak napisano na obwolucie treści zdradzać nie będę) i jak to w tego typu opowiadaniach bywa musi uratować świat przed zagładą. Tym razem czerpiemy gównie z mistycyzmu celtyckiego.

Obie polecam uwadze i namawiam do przeczytania.

Kategorie:本 Książki

Zimo wypierdalaj!

08. 01. 2010 Dodaj komentarz

Najpierw miał być obrazek z oryginalnym tekstem ale wolę ten – jest mi bliższy :D

Kategorie:庶事 Varia

よいお年!

31. 12. 2009 Dodaj komentarz
よいお年

Szczęśliwego Nowego Roku!

Kategorie:庶事 Varia

Avatar

30. 12. 2009 Dodaj komentarz

AvatarW zasadzie gdy widziałem zajawkę w kinie parę tygodni temu to nie byłem zachwycony. W między czasie oglądałem, jak to ja, serial Bones (s5e??) w którym to wątkiem pobocznym było czekanie na pokaz przedpremierowy owego filmu. Jak się okazało, aktor grający postać drugoplanową w serialu jest również postacią drugoplanową w Avatarze ;)

Potem robiło się coraz więcej szumu koło tego filmu. Nawet przy świątecznym stole zastanawialiśmy się czy warto. Nadarzyła się okazja iść do kina. Więc poszliśmy na Avatara.

Po raz pierwszy, po wyjściu z kina po niemal trzech godzinach spędzonych na oglądaniu pierwsze wrażenie to WOW. Jak już iść na ten film to odżałować kasę i iść na 3D a jak się da to do IMAXa.

I to w zasadzie podsumowuje ale teraz UWAGA Spoiler alert! Będę pisał o treści.

Avatar to opowieść rzec można klasyczna. Zachłanni “biali” ludzie niszczą inną cywilizację, którą uważają za słabszą tylko dlatego że jest nietechnologiczna (dzikusów), tylko i wyłącznie dla zysku. Akcja toczy się na odległej planecie o nazwie Pandora. Na Pandorę dostajemy się przedziwnym statkiem kosmicznym który nie odgrywa specjalnie dużej roli dla całości filmu. Warto jednak zwrócić uwagę na szczegół natury technicznej. Statek wyposażony jest w coś co przypomina żagiel słoneczny oraz powoli obracające się “generatory grawitacji”  (tak bym to przynajmniej nazwał).

Dolatujemy. Okazuje się, że atmosfera Pandory jest toksyczna dla ludzi. Dlatego wyhodowano hybrydę genetyczną będącą połączeniem autochtonów, znanych jako Na’vi, i ludzi. Jedyny problem polega na tym, że jest to twór pozbawiony świadomości i potrzebny jest człowiek do sterowania. Sterowanie odbywa się przy wykorzystaniu takiej jakiejś kapsuły – nieco matriksowej – ale ogólnie, na szczęście, nie tłumaczą jak to działa. Ważne, że jednak działa.

Nasz główny bohater, jak to z bohaterami bywa, jest żółtodziobem w tym co robi, jest tym złym i przechodzi na jasną stronę mocy, więc nic zaskakującego jeśli chodzi o treść samą w sobie. Zaskakujące jest to, że historia jest opowiedziana niesamowicie szczegółowo oraz to, że jest pełna, domknięta. W pewnym momencie (pewnie tak po około 1,5h) maiłem wrażenie: o! teraz to się skończy tak jakoś z dupy i będzie trzeba czekać ze 2 lata na następną część, a tu psikus, nie skończyło się. Drugiego odcinka nie będzie (albo będzie bo jest nań miejsce ale to już będzie inna historia).

Na’vi to stworzenia duże, przypominające nieco małpy, kulturowo zbliżone, według mnie do ludów afrykańskich, według mojego towarzysza – do Indian. Przyjemnie się na nich patrzy. Zabawna scenka, gdy Jake zostaje przeodziany w stój typowy dla Na’vi (składający się w przypadku mężczyzn z przepaski biodrowej przepasanej cienkim sznurkiem) wykonuje przezabawny gest. Tu moją uwagę zwróciło co innego. Pandora jest planetą o grawitacji niższej niż ziemska. Zgodnie z logiką stworzenia tam żyjące są większe niż przeciętne stworzenia ziemskie (brawa dla twórców). Co więcej, “bogini matka” Eywa (Ejła) okazuje się nie być jedynie mistyczną postacią, ale więcej zdradzać nie będę.

Życzę wszystkim miłego oglądania.

Kategorie:映画 Filmy