Pedał zwięrzęciem lądowym
Lubię pływać. Nauczyłem się jako dziecko i teraz wkurwiam wielu osiłków na basenie, gdy ja taki chucherko wyprzedzam ich płynąc majestatyczną żabką podczas gdy oni miotają się w kraulu. Obserwacje wykazują, że większość znanym mi pedałów nie pływa bo nie umie. Chciałbym zweryfikować tę tezę. Zagłosujcie – proszę o udział wyłącznie mężczyzn. Dziękuję
Do rych co wybrali opcje “other”. Co mieliście na myśli?
Śmieszny kotek
http://icanhascheezburger.com/2009/12/03/funny-pictures-video-kitteh-slide/
no po prostu myślałem, że padnę ;)
Quasipodwójna randka
W piątek przed 11 XI na jednym z naszych portali napisał do mnie pewien chłopiec (lat 28, nick do wiadomości redakcji). Podziękował, za wizytę na jego profilu – rzeczywiście, zajrzałem do niego – i zapytał, czy nie miałbym chęci się poznać. Gdy dostaję taką wiadomość, to nie uważam z miejsca, że ktoś chce dokonać zamachu na moją cnotę; nie traktuję też tego jako randki, bo randkę to mogę mieć z kimś, na kim już mi jakoś zależy: wychodzę z założenia, że znajomość ze mną każdemu miłą będzie, a od pójścia na spacer nikt jeszcze nie umarł. Obejrzałem więc jego profil raz jeszcze i, ponieważ nie znalazłem nic, co mogłoby mnie odstraszyć, propozycję przyjąłem proponując spotkanie 11 XI – w końcu wolne.
Moja historia miała miejsce nieco wcześniej, jakoś w sierpniu, na pewno było ciepło ale o 19 już ciemno. Przez jakiś, aczkolwiek krótki, czas rozmawiałem z jednym chłopcem, jak to Kallipygos nazwał (choć uważam, że to zła nazwa z wielu względów). Gadało się nawet, nawet. Więc się umówiliśmy, że pogadamy na żywo, pójdziemy na piwo. Udało nam się ustalić termin i miejsce: godz. 19, pod Kopernikiem.
Jemu ten dzień też odpowiadał.
We środę, na jakieś 2 godziny przed spotkaniem dostałem smsa, że ów chłopiec z przyczyn od niego niezależnych musi spotkanie odwołać. Mój świat się nie zawalił. Napisałem smsa w stylu ‘/Ita diis placuit. Nie ma sprawy, czekam w takim razie na odzew. Miłego dnia.’/ Po powrocie do domu znalazłem w skrzynce wiadomość, że mój sms był w pięknym niemieckim stylu oraz propozycję spotkania się w sobotę. Odpisałem, że termin jest w porządku, ale za diabła nie zrozumiałem, o co chodziło z tym ‘niemieckim stylem’.
Nadeszła niedziela.
Czekam w umówionym miejscu i nadchodzi mój interlokutor…. Nadszedł i powiem Wam, że rzaaaaaadko mi się zdarza, że mam chęć rozpocząć rozmowę czymś w stylu ‘/Sorry, ale zostawiłem żelazko na gazie i muszę wracać do domu’. /Przywitałem się jednak kulturalnie i ruszyliśmy w kierunku Powiśla. To był błąd, trzeba było wyjść na chama i iść do domu.
Nadszedł ten dzień; pojechałem na Stare Miasto, jest prawie 19 czekam pod pomnikiem. Przychodzi sms: spóźnię się ok. pół godziny. Myślę sobie – chamstwo ale wybaczalne. Dla ułatwienia znalezienia mnie, opisałem w co jestem ubrany i gdzie dokładnie będę (nie pod samym pomnikiem ale siedzę na jedynej ławce przy latarni!). Czekam… mija te pół godziny. Hmmm… po około 5 minutach sms: Gdzie jesteś bo czekam pod pomnikiem i cię nie mogę znaleźć? (Helooł, napisałem, że tam mnie nie ma!) Nic to! Puszczam mu sygnał i widzę kto podnosi telefon. Podchodzę. Szok. Zupełnie inny człowiek niż na zdjęciu był. Znowu myślę – chamstwo – stare zdjęcia dawać (dowiedziałem się potem, że sprzed 4 lat!). Udajemy się do pobliskiego pubu „Gramofon” – i to był błąd.
Po pierwsze, mój rozmówca wyglądał kompletnie inaczej, niż na zdjęciach.
Wiem, to tylko spotkanie ‘na piwo’ i generalnie jego wygląd powinien mi wisieć, ale nie lubię, gdy ktoś mnie robi w konia.
Po drugie, miał specyficzny, drażniący sposób wysławiania się (jasne, to tylko moja paranoja purysty językowego).
Po trzecie, płonął zastanawiającą wprost niechęcią ku ‘elementowi napływowemu’, czyli warszawiakom spoza Warszawy.
Po czwarte, był niewyobrażalnie wprost nudny. Nie twierdzę, że ja jestem jakiś wygadany, ale – wtedy o tym jeszcze nie wiedziałem – czekało mnie 1,5 h pierdzielenia o komunikacji miejskiej oraz trudnościach, na jakie napotka drążenie III linii metra. Przy czymś takim Kallipygos w pełnym trybie filologicznym to mały pikuś. Dla jasności: nie mam nic przeciwko czyimś upodobaniom, więcej – lubię specyficzne zainteresowania. Mnie np. kręci gramatyka historyczna, ale mimo to nie czynię z niej tematu przewodniego rozmowy na pierwszym spotkaniu, bo rozmówca mógłby nie zdzierżyć.
Po piąte (i chyba najważniejsze), chłopakowi potwornie śmierdziało z ust. Gdybyśmy wylądowali w knajpie – padłbym trupem. Poszliśmy co prawda w kierunku Wisły, ale szliśmy na tyle daleko od rzeki, że zapach należał na bank do ust mojego rozmówcy, a nie do królowej polskich rzek. Nie wymagam, by moi towarzysze skrapiali się obficie perfumą i smarowali grubą warstwą kremów przeciwko wszystkiemu, ale do jasnej cholery wymagam minimum higieny nawet wtedy, kiedy idę z kimś tylko na spacer!
Powiem Wam jeszcze, że nawet, gdy spotykam się z kimś, wobec kogo nie mam żadnych ukrytych planów, poza zwykłą znajomością, to staram się wyjść na osobę chociaż śladowo interesującą. W przypadku ww. gentlemana – wisiało mi dosłownie wszystko, pozwalałem draniowi gadać w opór, ograniczając się do zdawkowych komentarzy.
To już wiecie czemu to był błąd. Wytrzymałem godzinę, z kuflem niemal cały czas w okolicy nosa i usiadłem tak, żeby nie być naprzeciw. To była jedna z najbardziej zmarnowanych godzin jakie przeżyłem. Ja umiem gadać o wszystkim, nawet o tym o czym mam małe pojęcie. Ale jeśli przypadkiem okaże się, że jest to interesujące to mogę się chętnie czegoś dowiedzieć. Ale nieeee. Nuuuuda. Konwersacja na poziomie budki z piwem tyle, że nie o dupach a o bzdetach. No i ten smród. Dawno nie spotkałem kogoś kto byłby tak nudny. Chyba też pogadaliśmy o metrze warszawskim i komunikacji – widać ma temat obcykany
Z rzeczy ważnych: dowiedziałem się, o co mu chodziło z ‘pięknym niemieckim stylem’ mojego smsa. Otóż koleś był przekonany, że sms ode mnie był po niemiecku. Po niemiecku to ja – przy dobrej pogodzie i przy sprzyjającym temacie – czytam, ale moja znajomość tego szlachetnego języka prawie nie pozwala mi na pisanie.
Pozwolę sobie z tego miejsca pogratulować mu dwóch rzeczy: pamięci (do osób, z którymi koresponduje/spotyka się) oraz umiejętności językowych.
Trzeba naprawdę sporego wysiłku, by niemiecki pomylić z łaciną.
Nie wiem, czy ja na nim wywarłem podobne wrażenie (być może on też wysmażył taką notkę), czy też może niechęć w stosunku do jego osoby aż tak się ze mnie wylewała (z trudem się hamowałem), ale nie odezwał się więcej i usunął mnie z ‘ulubionych’ – będę musiał jakoś z tym żyć.
Jak to mówi Kallipygos: spotkałem kogoś, dla kogo usunąłem profil z Fellow. I to jest prawda. Miałem to zrobić od dłuższego czasu ale w tym momencie maiłem +1000% do motywacji. Pierwsze co zrobiłem po przyjściu do domu to włączyłem komputer i usunąłem profil. Na szczęście więcej się nie odezwał – telefonicznie.
Dla niedomyślnych, autorów jest dwóch: Kallipygos i Ja
Słowniczek bzdurnej łaciny odkopany w czeluściach dysku
skomentuję jak już będę w stanie
| iacta alea est – ale jak tam jest? |
| primo non nocere – tego samowara nie da sie zalutować |
| albo: po pierwsze nie nocować’ |
| tertium non datur – produkt spożywczy od trzech dni przeterminowany |
| pater noster – ojciec, odejdź od steru! (żeglarskie) |
| collegium maximum – 5000 złotych |
| Ad maiorem Dei gloriam – Jestem majorem, chwała Bogu |
| Cum grano salis – Kiedy grano w sali |
| Est modus in rebus – Jest moda na rebusy |
| Ius civile – Już nie w wojsku |
| Nomina sunt odiosa – Nominacje są od Józefa |
| Veni, creator! – Chodź, kreaturo! |
| Virgo intacta – Nietaktowna dziewica |
| homo sapiens – astmatyk |
| in statu nascendi – w mieście rodzinnym |
| caveant consules – czy państwo konsulostwo napiją sie kawy? |
| bona fide – wierna guwernantka |
| dura lex sed lex – prawnik powiedział, że Duralex |
| persona grata – stare pudło |
| expressis verbis – jak podaje “Express Wieczorny” |
| dramatis personae – tragedia osobista |
| carpe diem – gdy jem karpia |
| primus inter pares – prymus w łazni |
| fiat lux – luksusowy “Fiat” |
| corpus delicti – rozkoszne ciało |
| ex cathedra – ruiny świątyni |
| in partibus infidelium – zdradza mnie, ale cześciowo |
| ne varietur – nie szalej |
| alter ego – starszy ode mnie |
| nota bene – nie ma tak dobrze |
| hora canonica – gospodyni księdza kanonika niedomaga |
| pro bono publico – tylko dla lepszej klienteli |
| aurea legenda – meteorolodzy kłamią |
| Non est crimes perforatio hymes – można sobie przerwać telewizyjne oglądanie “He-Mana” |
Rewers
Od ponad tygodnia słyszałem, że muszę koniecznie zobaczyć ten film; że jakiś tam rewers; że jakiś Dorociński w nim gra; no jak to nie wiesz który to Dorociński!? W piątek w końcu zostałem namówiony żebym poszedł w sobotę, rano, bo na 12:45, do kina. Wcześniej sprawdziłem – film polski, czarna komedia, do tego czarno-biała i byłem nieco sceptycznie nastawiony.
No ale zaczęło się, już same napisy mnie zirytowały bo były takie na starodawne zrobione. Cały film był zrobiony na stary. Niestety miejscami strasznie nieudolnie. Rozumiem – polskiej kinematografii nie stać na drogie eksponaty i wybudowanie kawałka ulicy który nie w 1952 nie będzie miał asfaltu, nowoczesnego krawężnika i pasów strefy parkingowej wymalowanych na jezdni (pasy te nieudolnie zasypano ziemią usypując ten sam wzór tylko z ziemi – be-ze-sensu!)
Usłyszałem – że film przywraca wiarę w polskie kino. Myślę, jest to zbyt mocne twierdzenie ale faktycznie, jeśli pomyśleć, że nie jest to ekranizacja lektury, głupia komedia z tymi samymi aktorami co poprzednio to faktycznie jest to dobry film, który warto obejrzeć. Momentami strasznie mi się dłużył oraz irytowały mnie niedociągnięcia formalne takie chociażby jak bloki z lat 70. w Warszawie lat 50, widna elektryczna z pojedynczymi drzwiami zamiast popularnej wtedy windy klatkowej!
Do tego nagłe i zaskakujące zwroty akcji. Fantastycznie absurdalne. No i 2 wątki gejowskie. No super. Ten pierwszy był tak jakby na miejscu, ten drugi miał pokazać ze nieee, w TYM KRAJU to nie ma homofobi, nawet my możemy pokazywać pedałów w filmach jako normalnych ludzi.
Duża przerwa
Zapewne wszyscy chodzili kiedyś do szkoły i mieli taki wynalazek jak duża przerwa w czasie której szło się na stołówkę zjeść. Dziś mi się to przypomniało gdy poszedłem na pracową stołówkę. W szkole – pamiętam – trzeba było od razu jak zadzwonił dzwonek biec na stołówkę, żeby nie stać w kolejce. A przynajmniej być gdzieś z przodu.
Dziś wyszedłem zjeść wyjątkowo wcześnie jak na mnie, bo o 12, wszystko przez to, że za wcześnie wstałem. Moim oczom ukazał się obrazek przypominający ten z czasów podstawówki. Kolejka po drzwi. Różnica taka, że można sobie wybrać co się zje no i trzeba za to zapłacić. No a jeśli chodzi o płacenie – to za kasą siedzi kierowniczka. Gorąca czterdziestka z wielkim cycem. Na nieszczęście – tenże cyc jest oparty na blacie i co gorsza eksponowany dużym dekoltem. Toż to OBRZYDLIWE! No wiem, jestem pedałem, to się nie znam. Ale czy jest tam jakiś młody heteryk co ma odmienne zdanie? Dodam, że wymiana zdań na ten temat ze znanymi mi heterykami, którzy maja okazję oglądać tenże wspomniany biust, potwierdza moją opinię.
Hu jak humor
Dla tych co są na tyle starzy żeby znać – lub bywają na wiejskich weselach.
Oglądajcie puki ktoś tego nie usunie z YouTube.
The Graveyard Book
Hear this tragic tale: a sleeping family, a talented murderer, and an adventurous toddler—orphaned, but not assassinated. Small and alone, by accident and luck he escapes the scene of the crime and climbs a grassy hill to safety. At the top of the hill the boy finds a fence, and on the other side, a dark, quiet place.
Tym razem o książce z zupełnie innej półki. Co prawda do wielkich fanów tego autora nie należę ale ta książka czyta się wspaniale. Nie jest tak bardzo pogmatwana jak inne dzieła Gaimana. Wydaje mi się, że duży wpływ na to ma iż jej “target” stanowią dzieci. Jest to śliczna bajka o zwycięstwie dobra nad złem – byłby z tego fajny film – której akcja osadzona została na zapomnianym, zabytkowym cmentarzu.
Nie chcę zdradzać treści ale warto, w ramach raczej ciekawostki, dodać, że przez krótki czas akcja przenosi się do Krakowa!
Szczerze polecam.
2012
Poszedłem na ten film w zeszłym tygodniu. Film jest długi bo trwa ponad 2 godziny ale siedząc w kinie – nie da się tego odczuć. I to jest duży plus. Treściowo – nic nadzwyczajnego – zwykły film w stylu amerykańskim. Na ten film idzie się przede wszystkim dla efektów specjalnych.
Jedno co trzeba oddać autorom – to doskonale trzyma w napięciu i gra na emocjach widza. Aż mi się łezka w oku zakręciła parę razy. Szczerze polecam się udać na film – najlepiej w towarzystwie znajomych.
analiza wiersza « Spoza Środowiska…
co tu dużo mówić – to TRZEBA przeczytać
analiza wiersza « Spoza Środowiska | Szukam na stałe | Tylko Męscy |.


