American Gods
W tym tygodniu – książki.
Po raz kolejny Neil Gaiman. Poprzednio zachwalałem Graveyard Book. Tym razem nie będę zachwalać. Kupiłem tę książkę ponieważ była jedną z nielicznych, które były na półce “Literatura w języku niemieckim”, nadającą się do przeczytania. I to był chyba błąd. Mój niemiecki nie jest jeszcze tak dobry aby ogarnąć tak złożoną historię.
Wszystkie historie autorstwa Gaimana są skomplikowane ale ta przebija niemal wszystko co do tej pory przeczytałem. Do kupienia akurat tej książki zachęciła mnie recenzja z New York Times: Mit American Gods dringt Neil Gaiman in die Dimension von Stephen King vor, czyli w wolnym i nieudolnym tłumaczeniu N.G. wciąga wciąga nas do wymiaru Kinga. King jest dobry jak się do niego przyzwyczaić.
Historia okazała się być, jak wspomniałem, skomplikowana, ale to akurat nie wada, jednakże była też przekombinowana, przefilozofowana. Ciężko się to czytało a fakt że było po niemiecku jeszcze utrudniał.
Jeśli koniecznie musicie – przeczytajcie. Jednak jeśli zastanawiacie się czy warto… nie koniecznie.


Tego autora w ogóle mi wiele osób poleca. Może się skuszę.
No jest podobny do Pratchetea. Nawet napisali parę rzeczy razem. Ale ja wolę Pratcheta.
Wiem, że się cofam (ale nadrabiam po długiej przerwie) i muszę zaprotestować! “Amerykańscy Bogowie” to chyba najlepsza (może druga, po “Nigdziebądź”) książka Gaimana. A ża trudna? No trudna, bo jako jedna z niewielu nie jest dedykowana dla dzieci. Polecam zabranie się za nią w innym języku. Jednak po polsku odbiór jest lepszy…
Możliwe że powinienem był czytać po angielsku. Choć mam wrażenie, że tu chodzi o podstawy :D Nie lubię się męczyć umysłowo i musieć pamiętać szczegółów treści całej powieści żeby móc ją zrozumieć. Książka ma byś odprężająca. Ja wystarczająco dużo muszę myśleć w pracy.
Zresztą uczciwie napisałem “Mój niemiecki nie jest jeszcze tak dobry aby ogarnąć tak złożoną historię.”