W Krakowie — dzień drugi

Dzień drugi rozpoczęliśmy rano śniadaniem w hostelu. Takie sobie… Po śniadaniu szybko się zebraliśmy, wymeldowaliśmy i już o 9:40 jechaliśmy autobusem 304 do Wieliczki. Dla wszystkich co by chcieli tam jechać — 304 to najwygodniejsze połączenie i jeździ często.
W kopalni spędziliśmy sporo czasu. Prawie trzy godziny. Ostatni raz tam byłem gdy kopalnia była nieczynna od niedawna (pod koniec 1997). Teraz już jest wyłącznie obiektem turystycznym i przez te 14 lat sporo się zmieniło, chyba na lepsze.
Po powrocie udaliśmy się na obiad do milutkiej knajpki z ukraińskim jedzeniem na Kanoniczej. Można tam jeść – dobre!
Podobno średnio statystycznie w kopalni bywa się trzy razy w życiu. To był mój trzeci ale myślę, że jeszcze tam kiedyś pojadę.
Dalej zdążyliśmy jeszcze pójść na wystawę prac japońskiego artysty 歌川国芳 〔うたがわくによし〕 (Utagawa Kuniyoshi). Bardzo ciekawa wystawa, trwa do końca stycznia.
Sztuka japońska jest całkowicie odmienna od europejskiej. Trudno jest ją zrozumieć bo zazwyczaj nie znamy kontekstu kulturowego. Na szczęście wszystkie prace są bardzo skrupulatnie opisane i wyjaśniają szczegóły przedstawionej historii. Szkoda, że nie robią tak w naszych muzeach. Czasami fajnie byłoby wiedzieć więcej…
Powrót:
Tym razem wracaliśmy InterRego — to był mój pierwszy raz. Byłem mocno zdziwiony. Takim pociągiem to ja dojeżdżałem do szkoły! Ale koniec końców nie było źle choć od włączonego ogrzewania było tak ciepło, że gdyby postawić szklankę z wodą na grzejniku to by się pewnie zagotowała. Przy okazji ugotował się Mithnae i wrócił do domu z gorączką.


Asakura, gdzie jest obiecana notka o moich bezeceństwach?!